sobota, 16 lipca 2016

Naszkicowane Miasteczko #17

[FRANK POV]

Gdy tylko zobaczyłem, że Gerard siedzi przy stole coś się we mnie poruszyło. Poczułem przyjazne ciepło rozchodzące się po moim ciele i coś jakby... motylki w brzuchu. Nie jestem pewny, ale to chyba były motylki z karabinami. Gdy usiadłem obok niego przy stole na moją twarz wpłynął rumieniec, a mała Nicole zachichotała cicho. Uciszyłem ją skinieniem dłoni i zacząłem spożywać śniadanie, lecz jak to zawsze bywa gdy się denerwuję nie mogłem wcisnąć w siebie więcej niż pięciu łyżek płatków zbożowych. Jednakże nie chciałem wstawać od stołu. Propozycja siedzenia z  Gerardem bardzo mi odpowiadała, lecz bałem się, że któreś z domowników może się zainteresować moim niecodziennym zachowaniem. Pomaszerowałem więc przed telewizor i włączyłem kanał FOX. Cały czas kątem oka obserwując Gerarda, rozmawiałem z Mikey'em o wspaniałym serialu jakim jest "dr.House". W końcu Gerard wybuchnął niekontrolowanym śmiechem i odszedł od stołu wychodząc z domu. Nie chciałem aby wychodził, lecz nie mogłem go zatrzymać.

****
Wieczorem dalej siedziałem w salonie, jednak czekałem teraz na chłopaka słuchając piosenki, którą ostatnio śpiewał. Myślałem wtedy, że on zaśpiewał by ją o niebo lepiej niż Jeff Buckley, ale mogło mi się wydawać, ponieważ byłem w nim aktualnie okropnie zadłużony.

W końcu Gerard przyszedł do domu odbijając się od ściany do ściany. Wystraszony wyłączyłem grające radio i podbiegłem do niego. Stanąłem tuż przed nim, a nasze twarze były dziwnie blisko siebie, chciałem zmniejszyć ich odległość, lecz... bałem się? Poczułem od chłopaka alkohol. Patrzyłem mu cały czas głęboko w oczy, na co ten tylko odwrócił głowę.

-Zejdź mi z drogi. - prychnął, po czym ręką odsunął mnie na bok.

-Poczekaj, pomogę ci. - zaproponowałem.

-Łaski bez gnomku. - zaśmiał się złośliwie, ale mimo to nie odpuściłem.Zaprowadziłem chłopaka do pokoju i rzuciłem na łóżko, po czym przysiadłem na jego brzegu. - Nie tak agresywnie. - zaśmiał się, a ja tylko przewróciłem oczami.

-Posłuchaj mnie przez chwilę. Chcę ci coś powiedzieć i mam nadzieję, że jutro nie będziesz nic z tego pamiętał.

-No dalej.

-Gerard, bo słuchaj ja cię bardzo lubię sam wiesz w którą stronę i myślę, że ty również mnie lubisz w ten sposób... chcę żebyś po prostu to wiedział.

-Nie.

-Co nie.

-Nie lubię cię. - Moje serce rozpadło się na milion kawałków.

-Jak to nie? Wiem, że lubisz gdy jestem w pobliżu, gdy się do ciebie uśmiecham, gdy cię dotykam, podobałem ci się gdy mnie pocałowałeś.

-Dalej nic nie rozumiesz. - Chłopak poderwał się do siadu. - Ja nie lubię cie, ponieważ cię kocham. Jestem zakochany w tobie po uszy i w tamtej chwili nie umiałem... tego inaczej rozegrać. - serce Franka ponownie zaczynało zbierać się do kupy, Gerard przyciągnął go do siebie składając na jego ustach namiętny, gorzki pocałunek. - Zostań. - wyszeptał, a Frank położył się obok niego i oby dwoje wtuleni w siebie zasnęli.

czwartek, 14 lipca 2016

Naszkicowane Miasteczko #16

[FRANK POV]

Dziś lekarz ściągnął mi gips. Bardzo cieszyłem się, że w końcu będę mógł normalnie chodzić, lecz moja noga dalej nie będzie w pełni sprawna. W domu panowała natomiast bardzo napięta atmosfera. Odzywali się do mnie nieliczni. Praktycznie to tylko rodzice, Nicole i Mikey. Reszta mnie unikała, nawet Bob, ale to może dlatego, że zadaje się z  Caroline i Ray'em. Jeszcze na początku Bob mówił mi, że Gerard zniszczy moje relacje z wszystkimi. Ostrzegał, że mnie zniszczy, a Gerard to zrobił. Postanowiłem więc, że zaprzyjaźnię się z trzynastolatkiem. Zaproponowałem więc Mikey'owi spacer, na który na szczęście się zgodził. 

-Czy tu już zawsze będzie taka pogoda? - zapytałem i zaśmiałem się krótko. 

-Jest tak odkąd tu mieszkam. - odpowiedział chłopak z uśmiechem.

-A długo już tu mieszkasz? 

-Jakieś cztery lata, ale bardzo mi się tu podoba. Mimo pogody i lekko przerażających domów jest tu całkiem spokojnie. Chyba, że kumplujesz się z Gerardem, to nie jest spokojnie. Wymyśla jakieś duchy i poszukiwania. Próbował mnie w to wciągnąć, ale nie chciałem. A ty z tego co wiem się z nim kumplujesz. - uśmiechnął się i uderzył mnie łokciem w bok. Zacząłem rozmasowywać obolałe miejsce. 

-Nie kumplujemy się. Przynajmniej już. - odpowiedziałem ze smutkiem w głosie. 

-Jak to? Odpuścił sobie? Powiedział ci coś?

-Nic mi nie powiedział, tylko na mnie narzeka. 

-Ale czy powiedział ci to?

-Nie wiem o co ci chodzi. - odpowiedziałem zdziwiony. 

-Ale z niego kretyn. - odpowiedział. 

-Zmieńmy temat. - zaproponowałem. - Czym się interesujesz? 

-Ale nie będziesz się śmiał? - dopytywał. 

-No jasne, że nie. - odpowiedziałem uśmiechając się do niego. 

-Interesuję się zbieraniem owadów. Kocham zbierać żuki i zatapiać ich zwłoki w formalinie. Kocham patrzeć na ich piękne kolory. - na chwilę zamarłem i próbowałem nie wybuchnąć śmiechem, przez co wyglądało to jakbym miał czkawkę. 

Resztę dnia spacerowaliśmy w ciszy, wsłuchując się w odgłosy miasta. Wieczorem wróciliśmy do domu w samą porę na kolacje, na której oczywiście nie zjawił się Gerard. Caroline posyłała mi coraz to bardziej nienawistne spojrzenie, a reszta rodziny na mnie nie patrzyła. Oprócz Mikey'a i Nicole, którzy od czasu do czasu się do mnie uśmiechali. Próbowałem coś zjeść. Na prawdę, próbowałem ale nie zjadłem ani widelca makaronu. Wstałem więc jako pierwszy i odniosłem talerz do kuchni, po czym udałem się do swojego pokoju. Myślałem, że będzie on pusty.

Wszedłem do pokoju trzaskając drzwiami, lecz od razu zostałem przyszpilony do ściany, nie próbowałem się wyrywać, mimo iż wiedziałem jak może się to dla mnie skończyć. Zamknąłem więc oczy, aby po chwili poczuć usta Gerarda napierające na moje. Otworzyłem oczy ze zdziwienia, aby ponownie je zamknąć i odwzajemnić pocałunek. Po chwili Gerard oderwał się ode mnie i otworzył w drzwi. 

-Zapomnij. - powiedział wychodząc, a po jego głosie można było zauważyć, że płakał.

 Położyłem się na swoim łóżku i zgasiłem lampkę nocną. Przez pół nocy wpatrywałem się w sufit przyłapując na tym, że marzę o jego oczach. W sumie przyłapywałem się na tym, że marzę o nim całym i wcale nie chcę zapomnieć tego pocałunku. 

poniedziałek, 11 lipca 2016

Naszkicowane Miasteczko #15

[ Gerard pov]

Nie rozumiałem dlaczego byłem tak okropnie zazdrosny i czułem się tak źle.Denerwowało mnie gdy Frank obok niej siedział, gdy na nią patrzył i gdy do niej mówił. Ale serce najbardziej mnie zabolało, gdy powiedział, że ona mu się "chyba" podoba. W oczach momentalnie zebrały mi się łzy, a pięści zacisnęły. Z nerwów zacząłem szeptać sam do siebie, aż w końcu nie wytrzymałem i wyszedłem. Pobiegłem na strych i zacząłem kopać i uderzać w kartony. W końcu usiadłem na podłodze opierając się plecami o ścianę i zacząłem szlochać. 

****

Teraz pewnie Frank siedzi ze swoją ukochaną w kinie i nawet nie myśli, że ktoś został sam w domu, że ktoś może za nim tęsknić. A ja siedzę i tęsknie. Leżę aktualnie w jego łóżku, okryty jego kołdrą i płaczę. Co się kurwa ze mną dzieje? 

[ Frank pov]

Siedziałem z Becky w kinie i nie mogłem się na niczym skupić. Chciałem, aby to wszystko jak najszybciej się skończyło. Towarzystwo dziewczyny męczyło mnie tak bardzo, że myślałem tylko o tym, aby jak najszybciej wrócić do domu, a gdy zaczęła się we mnie wtulać zrobiło mi się lekko niedobrze. Tylko spokojnie, Frank. Film zaraz się skończy, a ty pójdziesz do domu, położysz się w łóżku i rozpłaczesz jak ostatnia ciota. A propo ciot, ciekawe co właśnie robi Gerard. Pewnie ubolewa nad tym, że mnie nie ma, i że ja mam jakieś życie towarzyskie, a on nie. Mam taką nadzieję. 

****
Film dłużył mi się nie miłosiernie, ale na szczęście wyszliśmy już z kina i stałem pod moim domem. Wewnętrznie krzyczałem ze szczęścia, mimo że na zewnątrz nie dawałem po sobie tego poznać. Zatrzymałem się przed domem, aby podać dziewczynie rękę na pożegnanie, lecz ona miała inne plany. Jej twarz zaczęła zbliżać się do mojej, a ja automatycznie nadstawiłem policzek, który po chwili przylegał do ust dziewczyny. Odsunąłem się od niej posyłając uśmiech i wszedłem do domu. Było około godziny dwudziestej trzeciej więc wszyscy już spali, cóż oczywiście był jakiś wyjątek, którym był Gerard. Siedział na kanapie przed starym magnetowidem słuchając utworu "I know it's over" Jeff'a Buckley'a. Słyszałem jak po cichu śpiewał fragment piosenki.

"If you're so funny  
 Then why are you on your own tonight?
 And if you so clever 
 Then why are you on your own tonight?
 And if you so entertaining 
 Then why are you on your own tonight?
 If you so good-looking
 Then why are you on your own tonight?
 Why are you sleep alone tonight? 
 I know...
 'Cause tonight is just like any other night
 That's why are you're on your own tonight
 With your triumphs and your charms 
 While they're in each other's arms..." 

Stanąłem za nim za kanapą słuchając jego głosu. Zaśpiewał to tak delikatnie, że te słowa złapały mnie za serce, W końcu się odwrócił posyłając swoje nienawistne spojrzenie, lecz tym razem z zaszklonymi oczami. 

-Chcesz czegoś konkretnego ode mnie? - zapytał.

-Płakałeś? - dopytywałem się.

-Nie. - odparł zimno. - Widzę, że się dobrze bawiłeś. Zetrzyj szminkę z policzka. - odwrócił się do mnie plecami, a we mnie zaczęła zbierać się złość

-Może zwrócił byś na mnie chociaż raz uwagę! Tyle dni już mnie ignorujesz! Co się z tobą w ogóle dzieje? Zmieniłeś zdanie, już mnie nie lubisz? Uratowałem ci tylko życie! A dla twojej wiadomości, było po prostu idealnie! Najlepsza randka w życiu!

-Randka..? - zapytał nieśmiało.

-Tak! Pewnie po następnej skończymy nawet w łóżku! A co jesteś zazdrosny, że ja mam życie, a ty nie?

-Nie o to jestem zazdrosny. - Dalej nie odwracał się do mnie, więc patrzyłem na jego plecy. 

-To o co ci chodzi? - zapytałem, po czym stałem tam jeszcze chwilę. - O co? - zapytałem jeszcze odchodząc, po czym poszedłem do swojego pokoju.


{{{{Tekst piosenki po polsku}}}}

"Jeśli jesteś taki zabawny 
to dlaczego jesteś dziś wieczór sam?
i jeśli jesteś taki bystry 
czemu jesteś dziś wieczór sam?
i jeśli jesteś taki zajmujący
czemu jesteś dziś wieczór sam?
i jeśli tak wspaniale wyglądasz
to czemu dziś wieczorem śpisz sam?
wiem...
bo dziś wieczór jest jak każdy inny 
oto dlaczego jesteś sam 
ze swoimi triumfami i swoim czarem 
we własnych ramionach..."

sobota, 9 lipca 2016

Naszkicowane Miasteczko #14

Oczywiście wszystko poszło po mojej myśli. Demon został unieszkodliwiony najpyszniejszą cieczą jaką kiedykolwiek piłem, a następnie wszyscy obudziliśmy się w szpitalu przy łóżku Gerarda. Caroline i Ray leżeli już rozbudzeni na podłodze, a ja.. heh, śmieszna sprawa. Na swoim współlokatorze. Spojrzałem na niego z nadzieją, że może nie zauważy, lecz ała, pomyliłem się. Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się, a ja szybko wstałem ze szpitalnego łóżka. Caroline zmierzyła mnie wzrokiem wstając z podłogi. Ray szybko pobiegł po lekarza informując, że Gerard się wybudził.


*****
Wiesz co czyni człowieka smutną zimną kluską? Czyni to fakt, że osoba o którą się martwisz i z którą rozmawiasz codziennie nagle zaczyna cię unikać i nawet postanawia spać na strychu. Nie powiem, że początkowo nie byłem wściekły. Po dwóch dniach pobiegłem do niego i nakrzyczałem. Mówiąc szczerze nie mam pojęcia dlaczego to zrobiłem, ale poczułem się lepiej. Po kolejnych dwóch zacząłem go również ignorować, co szczególnie mu się nie spodobało. Ale szczególnie go rozwścieczyłem, gdy przyprowadziłem do domu nową znajomą.

((cofam czas))

Pewnego dnia gdy szedłem ulicą naszego wiecznie pochmurnego miasta jedna z kul upadła mi na ziemie. Próbowałem ją podnieść, lecz nie przynosiło to żadnych skutków, już miałem rezygnować, gdy podbiegła do mnie pewna blondynka, która mi ta kule podniosła. Podziękowałem dziewczynie mierząc wzrokiem. Wyglądała trochę tandetnie, ale wyróżniała się z tłumu jaskrawymi ciuchami. Mimo swojego cudacznego ubioru, była jednak bardzo miła. W pewnym momencie prawie wleciałem pod samochód, przed czym obroniła mnie właśnie dziewczyna. Miała na imię Becky i w ramach podziękowania zaprosiłem ją na rodzinny obiad. Dziewczyna nie dowierzała, że znajduje się właśnie przed akurat tym domem. Szczególnie ciekawił ją Gerard, co mnie nieco wytrąciło z równowagi, lecz powstrzymałem się przed skarceniem jej za pytania o niego.

((teraz))

I takim oto sposobem siedzieliśmy wszyscy przy rodzinnym stole konsumując obiad. Becky bardzo wychwaliła moją mamę oraz Ray'a, który aż się zarumienił. Dziewczyna mówiła na prawdę dużo, przez co irytowała Gerarda. Można było rozpoznać to po jego wyrazie twarzy. Cieszył mnie ten widok, lecz nie wiedziałem czemu. Obserwowałem go kątem oka, a on całą swoją uwagę skupiał na mnie, co chwila krzywo uśmiechając się w stronę dziewczyny.

-Becky, nie poszłabyś jutro ze mną do kina. - zapytałem z chytrym uśmieszkiem, przez co Gerard poczerwieniał.

-Oczywiście. - dziewczyna zaśmiała się miło. - A na jaki film?

-Jest nowy horror, mam nadzieję, że się nie przestraszysz.

-Jasne, że nie. - odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem na ustach.

Po zjedzonym posiłku do Becky zadzwonili rodzice, aby już wracała. Wszyscy bardzo polubieli dziewczynę i się z nią pożegnali. Wszyscy oprócz Gerarda, który od razu po zjedzonym posiłku poszedł przed telewizor. Dziewczyna pożegnała mnie pocałunkiem w policzek, po czym wyszła z naszego domu. Wszyscy usiedliśmy przed telewizorem. Gerard próbował nie zwracać na mnie uwagi, lecz było to ciężkie, ponieważ siedział obok mnie. Za wszelką cenę próbował nie odwrócić wzroku, wgapiając się tym samym w telewizor. Mimo to, wiedziałem że patrzy na mnie kątem oka.

-Bardzo sympatyczna ta Becky. - zaczęła mama.

-Tak, jest bardzo miłą dziewczyną. - powiedziałem uśmiechając się.

-Czy ona ci się podoba? - zapytała po chwili.

-Znamy się niecały jeden dzień... - przygryzłem nerwowo wargę. Chciałem jak najbardziej zdenerwować Gerarda, chciałem żeby był zazdrosny. - ale chyba mi się podoba.

-Ta, żałosna dziewczyna. Jest brzydka i wygląda tandetnie. - Powiedział Gerard cicho pod nosem.

-Słucham? - dopytywałem się złośliwie, lecz on mi nie odpowiedział. Wstał nerwowo i wyszedł z pomieszczenia, a rodzina patrzyła na mnie osłupiała.

czwartek, 7 lipca 2016

Naszkicowane miasteczko 13 2/2

Perspektywa Franka

O kurwa. Nie miałem bladego pojęcia co to było, ale strasznie trząsłem się ze strachu, gdy nad naszymi głowami przeskoczyła postać ubrana na czarno przykryta żółtą poświatą. Czym prędzej otworzyłem drzwi starej kamienicy i mimo, że Gerard ciągnął mnie w przeciwnym kierunku, aby tam nie wchodził ja tam  wszedłem. Strach zbyt bardzo mnie sparaliżował, dlatego też pociągnąłem go za sobą, po czym z hukiem zatrzasnąłem drzwi. 

Nagle w dziwnych okolicznościach znaleźliśmy się na strychu. Staliśmy za stertą pudeł, a między ich szczelinami przebijało się światło. Podszedłem powoli do pudeł ostrożnie spoglądając za nie. Zobaczyłem tam zapaloną lampkę i tnącego się towarzysza. Już miał podbiegać i reagować, ale zostałem powstrzymany przez tą samą osobę, którą chciałem ratować. Nie dowierzałem własnym oczom. Jeszcze raz obróciłem głowę w stronę Gerarda, który właśnie chciał się pociąć następnie wracając wzrokiem na Gerarda, z którym tu przyszedłem. 

-To wspomnienie. Nie zwracaj uwagi. Tak czy inaczej jesteśmy już w domu, więc chodź. - chłopak włożył ręce do kieszeni, po czym wyszedł ze strychu w tej samej czynności pomagając mnie. 

Poruszaliśmy się po domu dosyć szybko, wręcz biegaliśmy. Takim oto sposobem ponownie znaleźliśmy się w kuchni, gdzie już trzy wiadra zostały napełnione, a Carolnie i Ray siedzieli na sofie. 

-On tam jest. - powiedziałem w stronę Caroline, która od razu wstała. 

-To jaki jest plan? - zapytała.

-Pójdziemy we trójkę na dach z wiadrami, a Gerard ściągnie demona w ślepy zaułek, gdzie my wylejemy na niego zawartość naszych wiader. - odpowiedziałem na jednym wydechu. 

-Pasuje mi. - powiedział Gerard.

-Na prawdę w porządku? - dopytywałem się na co Caroline przewróciła oczami. Na prawdę nie rozumiałem jej reakcji. 

-Tak, na prawdę. 

wtorek, 5 lipca 2016

Naszkicowane Miasteczko #13 i 1/2

Obydwoje skierowali się w stronę drzwi wyjściowych, aby zacząć poszukiwania na zewnątrz. Przy okazji mieli również zamiar zabrać ze sobą Caroline i Ray'a. Spotkali ich siedzących na sofie. Obydwoje mieli miny jakby właśnie zobaczyli ducha. Ich oczy były nieobecne, a na twarzy Caroline widniało obrzydzenie. Wstała z sofy i stanęła między Frankiem, a Gerardem. Nikt oprócz Ray'a nie rozumiał jej zachowania, a Gerard zdziwiony patrzył się na Caroline.

-Stało się coś? - zapytał po chwili.

-Nic... - odparła dziewczyna, po czym odwróciła się do Franka. - Musimy potem porozmawiać.

-Dobrze, ale narazie musimy zabić demona.

-Jak chcesz to zrobić? - dopytywał się Gerard.

-Wylejemy na niego gorącą kawę. - powiedział Frank. - Działają na nich gorące ciecze. Tak pisałeś w dzienniku.

-Rozszyfrowałeś dziennik? - zapytał zadowolony. mimo iż znał odpowiedź. - Wiedziałem, że nie jesteś jak inni. - Frank posłał mu uśmiech.

-Dobrze, więc ty - zwrócił się do Caroline - i Ray zaparzycie kawę. Duuużo kawy, a ja z Gerardem pójdziemy poszukać demona.

-Czemu jesteśmy tak podzieleni? - zapytała Caroline.

-Bo Frank tak mówi. - rzucił Gerard po czym pociągnął chłopaka w stronę wyjścia. - Widziałeś inne pomieszczenia w domu?

-Nie, a co?

-To są moje wspomnienia i moje myśli. Za każdymi drzwiami możesz znaleźć coś innego, w każdym budynku. Nie tylko w naszym domu, więc bardzo cię proszę nie wchodź nigdzie.

-A boisz się, że zobaczę jakiś twój straszliwy sekret?

-Co masz na myśli? - uniósł jedną brew.

-No, na przykład, że jesteś seryjnym mordercą. - zaśmiał się Frank, na co Gerard odpowiedział tym samym.

-No to na pewno nie. Mam inny sekret o którym nie chcę żebyś wiedział.

Frank nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ właśnie coś przeskoczyło z budynku na budynek nad ich głowami.


Część 13 i 1/2, ponieważ rozdział byłby za krótki. Kolejna część tego rozdziału jutro.

sobota, 2 lipca 2016

Naszkicowane Miasteczko #12

W głowie Gerarda, Frank poczuł się jak nieproszony gość, który wchodzi z butami do czyjegoś życia, natomiast po Caroline i Ray'u nie było widać tej samej niepewności co u Franka. Chłopak włożył ręce do kieszeni i poszedł przed siebie. Rozglądał się bardzo uważnie, lecz narazie widział tylko puste, szare ulice zamieszkiwanego przez nich miasta.

-Ale tu... miło. - powiedziała Caroline, przez co Frank wywrócił oczami.

Frank czuł się tu bardzo dziwnie. Czuł smutek i złość, przez co myślał, że zamorduje tuż obok niego idącą Caroline, która dziś szczególnie działała mu na nerwy.

Jeszcze chwilę przemierzali te puste ulice nie wiedząc co ze sobą zrobić. Musieli znaleźć śpiącą postać Gerarda i czym prędzej go obudzić, a następnie znaleźć demona i się z nim zmierzyć. Ale jak go pokonać?

-Nie wiedziałam, że Gee jest takim dziwakiem. - Caroline zaczęła chichotać na widok jednorożca za sklepem, przez co Frank już nie wytrzymał.

-Czy do cholery jasnej mogłabyś się w końcu zamknąć i dać innym pracować? Nie tylko ty się liczysz i twoje potrzeby! - Dziewczyna momentalnie zbladła. Patrzyła tempo w postać Franka z szeroko otwartymi oczami. - Przepraszam, ja... - zaczął Frank, ale nie umiał dokończyć swojej wypowiedzi, nie wiedział jak wytłumaczyć to swoje zachowanie.

-Coś się stało Frank? Możesz mi powiedzieć. - dziewczyna położyła dłoń na ramieniu Franka.

-Po porostu dziwnie się tu czuje. Jakby nie ja... mam też wrażenie, że ktoś nas obserwuje.

-Ale to nie możliwe, kto miałby nas tu obserwować? Jesteśmy w głowie Gerarda.

-No właśnie. On nas może obserwować, albo ten demon. - nagle wszyscy zamilkli.

Pokierowani przeczuciem doszli do własnego domu, gdzie się rozdzielili. Ray i Caroline mieli przeszukać dół, a Frank miał samotnie iść na górę. W końcu co mu może się stać. To nie rzeczywistość.

Frank od razu poszedł do swojego pokoju, który dzielił z chłopakiem, (z chłopakiem heh) lecz tam go nie było. Zdaniem Franka mogły być tylko dwa miejsca, w których ma szansę znaleźć Gerarda. Był to strych i ich pokój. Także skierował się w tamtą stronę. Z racji tego, że zawsze było tam ciemno, zgarnął z szuflady współlokatora dwie latarki z czego jedną schował do kieszeni. Na strych wszedł ostrożnie, aby nie uszkodzić gipsu. Źle, aby bardziej nie uszkodzić gipsu, który przetrwał szaleńczy bieg nie wiadomo jakim  sposobem. W sumie to zagadką jest też fakt, jak Frank potrafi biegać z nogą w gipsie. Mimo, że wiedział, ze jest to tylko fikcja i nie może sobie nic zrobić bardzo się przejmował. Dlatego też był ostrożny. Gdy wszedł na strych jak zwykle przywitała go ciemność, przeleciał więc światłem latarki po meblach i ścianach lustrując wzrokiem całe pomieszczenie. W końcu zauważył Gerarda, który leżał w kartonach. Odetchnął z ulgą, po czym podbiegł do chłopaka, aby go obudzić. Ledwie go szturchnął, a Gerard się obudził otwierając zaspane oczy.

-Frank? - zapytał zaskoczony.

-Tak. Wiesz gdzie on jest?

-Gdzie jest kto? Demon?

-Czyli jednak wiesz co się dzieje. - podał chłopakowi rękę pomagając wstać.

-Wiem co się dzieje, ale nie wiem gdzie jest. Frank dziękuję, że jesteś. Bo się boje, tak bardzo się boję... - zaczął płakać. po czym przytulił się do Franka, który również go objął.

-Wszystko będzie dobrze. - powiedział szeptem, jakby ktoś inny mógł go usłyszeć.

-Na prawdę?

-Nie jestem pewny, ale tak piękne to brzmi. Mam nadzieję, że wyjdziesz z tego stanu.